W sumie nie jest źle

Jakby to zaśpiewała Maryla Rodowicz: “w sumie nie jest źle”.

Do takich wniosków doszedłem dziś wieczorem leżąc na sofie z Rybusiem. Perspektywa tego, co działo się rok czy dwa lata temu sprawiła, że uśmiechnąłem się gdzieś w głębi duszy. Na co dzień, w bieżączce i wiecznym konkursie o atencje oraz wyścigu na oceny często zapominam o tym. O perspektywie. O tym, jak wiele ona może zmienić i jak potrafi zmienić optykę patrzenia, także na siebie.

Nie ma chyba bardziej krytycznej osoby w stosunku do mnie niż ja sam. To z jednej strony pozwala mi regularnie, jak to się teraz mówi, “dotykać trawy” i unikać wielu głupot, ale z drugiej sprawia, że umiem doprowadzić się do momentu, w którym każdy swój ruch oceniam negatywnie, w którym każdy mnie drażni.

Perspektywa pozwala mi zaczerpnąć oddech i spojrzeć na siebie nieco szerzej. Dzisiejsze wnioski są takie, że nie jestem najgorszym człowiekiem na świecie, że wykonałem w swoim życiu wielki progres, że potrafię wyciągać wnioski z porażek. To nie zdarza się często, więc tym bardziej uważam, że zasługuje na wyróżnienie w dzienniku: ośmieliłem się myśleć dziś o sobie dobrze.